Bardzo jestem ciekawa, jak to jest u Was z poznawaniem nowych smaków na wakacjach? Czy wyjeżdżając zabieracie pełne torby znanych dziecku i sprawdzonych produktów? czy zdajecie się na żywioł? Czy do knajpy bierzecie dla dziecka coś „swojego”? czy raczej nakręcacie malucha na próbowanie? Szukacie miejsc, gdzie jest menu dziecięce czy niekoniecznie?

miejsca przyjazne dzieciom wakacja

Nasza Panna Smakoszka jest wprawiona w próbowaniu, oczywiście są granice, ale jak trafimy w dobry nastrój to naprawdę nie ma problemów z kosztowaniem. Często wizualny aspekt jest pierwszą i jedyną granicą do pokonania.

Nasz sposób na jedzenie w podróży to:

1. po pierwsze NIE ZMUSZAĆ – dziecko musi samo zdecydować się na próbowanie, terror przy stole nikomu nic dobrego nie przyniesie i jest formą przemocy

2. po drugie SZUKAĆ RÓŻNYCH SMAKÓW – nam przecież też nie wszystko smakuje, nie wmawiać, że „to przecież jest dobre”, dzieci też mają swój kulinarny smak i gust, może polubią nawet coś za czym my nie przepadamy?

3. po trzecie DUŻO OPOWIADAĆ – o jedzeniu, kulturze, o ciekawostkach, o tym jak coś rośnie, a czemu się tak nazywa, a dlaczego jest ważne dla danej kultury, a jak się to jada itp.

4. po czwarte NIE WSZYSTKO NA RAZ – niech część produktów na talerzu będzie już znajoma, proponujmy nowości po trochu

5. po piąte DZIELMY SIĘ – nawzajem próbujmy od siebie, od dzieci, od partnera, od znajomych, urządźmy wspólny stół wyjazdowy

6. po szóste NIE NAGRADZAJMY i nie karajmy za sprawy związane z jedzeniem, próbowanie itp.

Obraz 326

Wszystkie te zasady są właściwie dla nas fundamentalne w ogóle w temacie jedzenia, ale w podróżach ważne szczególnie w kontekście dużej ilości nowości smakowych.

A Wy jak radzicie sobie jedzeniowo z wakacjami? Macie jakieś smakowo dziecięce historie?

Obraz 323

3 Responses

  1. Leo Lea (Kinga)

    Pozwalamy na wszystko i w ilościach takich na jakie dzieci mają aktualnie ochotę :) Była nutria i mamałyga w Mołdawii, larwy jedwabnika z Korei, małże w Bośni, ośmiornice w Chorwacji, Sarmale w Rumunii, lukrecjowe „dropy” i „młody” śledzik w Holandii… Maluchy (4 i 5) dodatkowo uwielbiają surowe rybki… po raz pierwszy próbowały ich jak miały rok :)

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany